środa, 4 października 2017

Scio me nihil scire

Lubię się uczyć. Lubię jeździć na seminaria i poznawać inne spojrzenia, metody i zasady pracy. Wiem, że jeszcze dużo muszę się nauczyć. Wiem też, że nie muszę się ze wszystkim zgadzać, wszystko popierać i naśladować. Siedzę już w psim świadku trochę czasu. Staram się brać po trochu od każdego. Do tej pory nie spotkałam szkoleniowca, z którym zgadzałobym się we wszystkim, albo chociaż w większości i do którego pracy z psami i ludźmi nie miałabym żadnych zastrzeżeń. Właśnie. Do tej pory J

fot. DOGadaj się ze swoim psem
https://web.facebook.com/dogadajzpsem/
Od koleżanki, szkoleniowca i właścicielki hoteliku dla psów Alferia, usłyszałam o takim jednym magiku, który znalazła rozwiązanie bardzo poważnego problemu, z którym inni nie wiedzieli jak sobie poradzić. A on wytłumaczył co, jak, dlaczego i pokazał jak pracować z psami, żeby problem załagodzić i wyeliminować. Później usłyszałam o nim jeszcze od kilku innych osób, więc jak pojawiła się opcja pojechania na seminarium, to nie mogłam nie skorzystać J

Tym sposobem weekend 30.09-01.10.2017 spędziłam w Zduńskiej Woli na seminarium „Praca z psem” poprowadzonym przez Jirija Scucka, a zorganizowanym przez DOGadajcie się. Klaudia z Alferii ostrzegała, że są dwie opcje: albo zakocham się w jego filozofii, albo od razu nie przypadnie mi to do gustu. Miała rację. Przepadłam. TO JEST TO!

fot. Beata Patrzałek
Nie chodzi o to, że Jiri mówi jakieś nowości. Albo coś o czym nie wiem. W większości mówi o tym co już wiem, co czułam, co podejrzewałam, co robiłam. Ale mówi w sposób prosty. Porządkuje to wszystko, pokazuje połączenia i, co najważniejsze, to co mówi ma pokrycie w tym co i jak robi. Widać i słychać, że ma olbrzymią wiedzę i doświadczenie. Chce się tym dzielić! To wcale nie jest takie oczywiste.

Porządek. Czysta, jasna i prosta komunikacja. Komfort obu stron. Umiejętne żonglowanie motywacjami. Stawianie na chęć pracy zwierzaka. Budowanie go. Budowanie wzajemnej relacji opartej na zaufaniu i szacunku. Tak, używa kolczatek, łańcuszków, oe jeżeli uważa, że są potrzebne. Wie jak ich używać, wie w jakim celu sięga po te narzędzia. Tak, nie potępiam tego. Sama stosuję i nie widzę w tym nic złego. To nie narzędzia są złe. To zwykłe przedmioty. To ludzie, którzy nie wiedzą jak ich używać, sprawiają, że mogą być niebezpieczne i szkodliwe. Na samym początku powiedział ważną rzecz - on nie nauczy nas jak pracować ze zwierzakami, ale pokaże jak ON to robi. To, że coś działa u niego, nie znaczy, że tak samo będzie działać u innych. On ma 37 lat doświadczenia i świetne wyczucie.

Wracając do filozofii Jirija. Słuchając wykładów i patrząc na zajęcia praktyczne uświadomiłam sobie jak zajebistego psa mam w domu (nie żebym wcześniej nie wiedziała ;)) i jak bardzo starałam się jej namieszać w główce. Całe szczęście, że Kotlet jest mądrzejszy ode mnie ;) Sporo jest do wyprostowanie, część do poprawy, ale też sporo mamy. Także zajebisty Kotlecik będzie jeszcze bardziej zajebisty :D Najchętniej sklonowałabym tę sukę. I znowu wracam z klikaniem u niej. Po pierwszym treningu z mostowaniem jestem zachwycona! Suczydło dostaje jasne komunikaty, więc łatwiej jej się pracuje,a dodatkowo takie klikanie trzyma ją cały czas na odpowiednim poziomie motywacji.

Część pewnie się spyta o małego szkodnika. A więc: z Tinkiem prawie nic nie robiłam do tej pory jeżeli chodzi o naukę komend itd. Czekałam na to seminarium. Łatwiej jednak zaczynać od zera nic odkręcać. Przeczucie i Klaudia mieli rację. Warto było. To seminarium pozwoliło usystematyzować posiadaną wiedzę i ogarnąć chaos. Niby wiedziałam od czego zacząć i jak, ale tak jakoś, coś, nie bardzo, nie? Czas się przyznać przed sobą i szerszą publicznością, że boję się, że popsuję Młodego. On ma potencjał, ale to nie wszystko. To co dostajemy w papisiu podstawa, na której możemy zbudować przyszłego psa. Wiem, że to duże uogólnienie, bo na tego przyszłego psa składa się bardzo dużo rzeczy. Chodzi mi o to, że to w dużej mierze od nas zależy jaki ten pies będzie w dorosłości.

Nie może być zbyt różowo ;) Po raz kolejny muszę się zgodzić z Klaudią, że to co i jak mówi Jiri nie będzie pasować każdemu i nie każdy to zrozumie. Mówi o sprawach oczywistych i dla mnie mówi w sposób prosty i przystępny. Tylko ja, nieskromnie napiszę, trochę już wiem i dzięki pracy jako petsitter miała możliwość zajmować się przeróżnymi psami. Wydaje mi się, że osoby dopiero zaczynające przygodę ze szkoleniem i sportami będą przytłoczone ilością informacji i mogą źle odbierać sposób prowadzenia zajęć przez Jirija. Z powodów językowych czasami trudno zrozumieć o co mu chodzi i część osób może odbierać jego pytania (w żaden sposób nie złośliwe czy chamskie) jako naśmiewanie się. Bo zadaje pytania proste, ale bardzo cele i zmusza do przemyślenia swoich działań.

Podsumowując ten przydługi wywód:
POLECAM

Nawet jeżeli nie zgadzacie się z jego filozofią, warto pojechać. Jirij ma olbrzymią wiedzę, popartą 37 latami praktyki. Chce się tą wiedzą i doświadczeniem dzielić, więc grzechem byłoby nie skorzystanie i nie znaleziono u niego czegoś dla siebie. 

sobota, 30 września 2017

Spowiedź leniwego blogera

W moim liceum mieliśmy gazetę. Nazwa była wielce znacząca, a mianowicie „Nieregularnik artystyczny”. Jak widać ten blog też będzie nieregularnikiem. Mimo chęci dzielenia się z Wami moimi grafomańskimi popisami. Powodów jest kilka (kolejność nie ma większego znaczenia):

1. Nie lubię pisać bez powodu. Tak, ten wpisy wygląda na bezsensowny, ale! Blog ma być też dla mnie. Ma być miejscem gdzie mogę się z Wami podzielić psimi i okołopsimi przemyśleniami. Tak żeby mi się robiło lepiej na serduszku ;)


2. Wsi wesoła, wsi radosna, czyli problemy z zasięgiem. Jednego dnia internety śmigają i można obejrzeć film na youtubie bez żadnego zacięcia, a drugiego facebooka albo pocztę próbuję otworzyć przez 40 minut…

3. Burki. I własne dwie pleśniawki i hotelowe futra i te szkoleniowe. Doba niestety nie chce się wydłużać, a psy i ich ludzie potrzebują właśnie mnie ;) A przynajmniej taką mam nadzieję.


4. Skoro już jesteśmy przy zbyt krótkiej dobie, to należy wymienić moje lenistwo, bycie nocnym markiem, śpiochem i miłość do porannej kawy wypijanej (najchętniej!) w spokoju i nie na jeden łyk w biegu.

5. Lenistwo, niezorganizowanie, chaos, życie na bakier z zegarkiem i kalendarzem, spóźnialstwo, odkładanie na ostatnio chwilę albo chociaż na jutro. Także tak. Rozumiecie, prawda?


6. A tak na końcu jeszcze życie prywatne. Głównie ten jego cudowny fragment, który robi mi rano kawę i racuchy, wieczorem zamienia się w grzejnik podkołdrowy i mam nadzieję, że w końcu nauczy się nie wietrzyć tejże zagrzanej kołderki. Zamiast siedzieć przed komputerem wolę obejrzeć z nim film i wypić piwo J

Żem siem wyżaliła, wytłumaczyła i wogle* i zaplanuje jeszcze tematy o których chciałabym tutaj napisać, ale pewnie ujrzą światło dzienne za kilka miesięcy, jeżeli w ogóle i z chwilowo czystym sumieniem pójdę spać.

*wszelkie błędy są celowe i zamierzone

niedziela, 27 sierpnia 2017

Jak naprawiono popsutego pieska

Moja przyjaciółka psuje pieski. Popatrzy, pomaca i bęc - oświadcza, że piesek ma popsute to i to. Na szczęście później pieski naprawia.

fot. Beata Patrzałek
Koletcik też się załapał na oględziny. Nie dlatego, że zaczęła się dziwnie ruszać czy coś. Była okazja, to skorzystałam. Mu oczywiście nic nie chciała pokazać. Przecież póki może biegać za piłką i gonić koty, to nic się nie dzieje. W sumie nawet jakby miała do tego dopełznąć po urwaniu łapek, to pewnie też by nic nie pokazała... Jednak przegrała w starciu z okiem i ręką przyjaciółki.

fot. Leszek Krajnik
Diagnoza?
- Pospinane mięśnie grzbietu,
- Awaria lewej tylnej łapy, spowodowana przez:
- Zrost w przedniej prawej łapie.

Grzbiet był dość oczywisty. Trudno nie zauważyć garba na plecach ;) Tylna łapa też, chociaż nie było dużej różnicy w pracy w porównaniu z prawą łapą. Za to przednia nie była już tak oczywista. Przyjaciółka powiedziała, że Kotlecik bardzo nie chciał pokazać, że tam jest coś nie tak. Zdradziło ją drganie wargi ;)


Skoro popsuła pieska, to wzięła się za jego naprawianie. Dostałyśmy listę rzeczy zakazanych (bieganie, skakanie, nagłe zrywy ;)) + masaże.

Efekt?
- Dużo lepsza linia górna,
- Lepszy ruch,
- NIESAMOWITA różnica w zachowaniu.



O ile różnica w ruchu (lżejszy i ładniejszy) i postawie (w końcu nie trzeba się namęczyć, żeby ją ładnie ustawić) była łatwa do przewidzenia, o tyle w zachowaniu nie spodziewałam się, aż takich zmian. Kotlet zaczął chętniej bawić się ze szczeniakami, jeszcze częściej ma zaciesz na ryju, ale mnie najbardziej cieszy, że zaczęła się przytulać. Wcześniej rzadko przychodziła tak po prostu na mizianie. Teraz codziennie :) Nawet spała w łóżku, ale o tym ciiii. Chłopak ma się nie dowiedzieć ;)


Wnioski są proste. Jeżeli mamy podejrzenie, że coś jest nie tak, to idziemy do specjalisty. Urazy u Mu najpewniej powstały przez jej szalone podejście do życia i moje niedopilnowanie. W jakiś sposób pokazywała, że coś jest nie tak, ale uznawałam, że ten typ tak ma i dużo się z tym nie zrobi. Teraz na pewno będę bardziej pilnować rozgrzewek przed treningami. Już zostały skorygowane przez przyjaciółkę :) Gdybyście chcieli na nią namiary - piszcie :)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Wyprawka dla szczeniaczka

Kotlecie maluchy rozjeżdżają się do domów. Tino, czyli ENTENTINO Bugari, zostaje ze mną :)

fot. Ewa Osuch
Między sprzątaniem szczeniaczkowych kup, byciem przez nie gryzionym i rozpływaniem się nad ich słodkością, był czas na rozmowy z hodowczynią potworków i ich przyszłymi włascicielami. Lubię psie gadżety i mam bardzo dużo różnych psich zabawek i przydasiów ( oczywiście niezbędnych do szkolenia i hotelowania psów ;)). W związku z tym moja wyprawka ograniczyła się do jednej zabawki i adresówki. Siłą woli i rozsądkiem lubego mego powstrzymuję się od powiększenia tego ;)

Jeszcze kłapouchy Tinek
fot. Zuzanna Zajbt
A co takiego chciałabym mieć w szczeniaczkowej wyprawce?

Pierwsze zdjęcie Kotleta u mnie :)
  1. Śliczna obróżka - taka z której szybko wyrośnie albo szybko zniszczy ;) Koniec końców i tak pewnie wyląduje z mocną i trudną do zniszczenia obrożą dla bullowatych albo w twarzowym łańcuchu.
  2. Śliczne szeleczki - nie jestem fanką szelek, ale wiem że przydadzą się i w czasie nauki dobrych manier i w czasie szkolenia.
  3. Smycz - zwykła, najzwyklejsza, taka, której nie będzie szkoda puścić za szczeniaczkiem po ziemi albo przeznaczyć na szarpak w ramach nagrody.
  4. Linka - 5 m i/lub 10 m. Na razie bączki chętnie i grzecznie podążają za ludźmi, ale ten piękny czas kiedyś się niestety może skończyć. W dorosłym życiu też się przydaje.
  5. Adresówka - chyba nie trzeba tłumaczyć ;) 
  6. Klatka - rzecz bez której nie wyobrażam sobie życia z psem. Cudowny wynalazek, bezpieczne miejsce dla psa, w którym może odpocząć o wszystkiego, a do tego można je zabrać na wyjazdy, seminaria, pokazy czy wystawy.
  7. Drybed - niezbędne wyposażenie klatki. Ładne, wygodne, przepuszczające płyny pod spód.
  8. Podkłady - pod drybed w klatce, w mieszkaniu pomagają, ale mogą być też wygodnym legowiskiem ;)
  9. Szampon - wierzę w papisiowe zdolności do włażenie tam gdzie ich być nie powinno. 
  10. Miękki szarpak - taki zwykły, polarowy. Na początek do nauki wspólnej zabawy, upierdzielenia w piachu i pożarcia przez szczeniaczka. Przyjdzie czas na wypasione, naturalne albo tęczowe ;)
  11. 2 takie same piłki na sznurku - jw. do nauki wspólnej zabawy i aportowania. Ja stawiam na zwykłe piłki na zwykłej taśmie/sznurku, bez dodatkowych futerek albo amortyzatorów. Niech od razu uczy się żeby celować w piłkę.
  12. Kong - i do zajęcia w klatce i do urozmaicenia czasu papisia i do urozmaicenia karmienia 
  13. Pluszki z lumpeksu
  14. Saszetka
  15. Kliker
  16. Śmierdziele
Bączki prawie w komplecie
fot. Hanna Grel
Nie oszukujmy się, po za tym będzie jeszcze stos innych zabawek wypatrzonych w internetach, na bazarkach i w sklepach (polecam TKMaxx). Reszta "niezbędnych" rzeczy jakoś sama pojawia się z czasem ;)
Tinuś po swoim pierwszy "poszukiwaniu" pozoranta
fot. Hanna Grel

wtorek, 8 sierpnia 2017

Dlaczego NIE chcesz cattle doga cz.2

Sporo osób zarzuciło, że poprzedni tekst przedstawił cattle w zbyt dobrym świetle. W związku z tym drugie podejście do tematu: mieszanka mądrości z internetów, zasłyszanych gdzieś dziwnych stwierdzeń i rozwinięcia opisów rasy. Pamiętajcie, że piszę na podstawie własnego, dorosłego cattla sztuk 1, znajomych psów i doświadczenia w pracy z innymi rasami.


1. Cattle są bardzo inteligentne i podatne na szkolenie


Inteligentne są na pewno. Bardzo dobrze robią sobie dobrze ;) Są interesowne i dbają o własne futro. Zrobią tak żeby się nie narobić. Po za tym planują i lubią samodzielnie rozwiązywać postawione przed nimi zadania. Co nie koniecznie oznacza, że wykonają zadania tak jak się tego spodziewacie albo oczekujecie. W związku z tym nie są też najprostsze w szkoleniu. Uczą się całkiem szybko i chętnie, ale jak się na coś uprą, to koniec. Żeby wydobyć z nich 100 % trzeba się czasem trochę nagłówkować. Dla mnie cudowne w nich jest to, że świetnie znoszą presję i na prawdę trudno je zgasić.

2. Cattle to świetne psy do pracy


Do pracy są świetne. Wszechstronne, wytrzymałe, samodzielnie myślące. Ale praca nie zawsze jest jednoznaczna ze sportem. Sport wymaga dokładności i powtarzalności. Z tym jednak miewają problem. Jak sobie coś wymyślą, to czasem zajmuje sporo czasu, aż uda im się wytłumaczyć, że ich sposób nie jest najlepszy. Sporo osób mówi, że cattle nie lubią powtórek. Mu nie ma z tym problemów. Jeżeli mam zabawki, to będzie robić.

3. Cattle to prawa ręka szefa i przydupas


Jeżeli jesteś szefem w tym duecie, to cattełek zwykle uszanuje Twoje zdanie. Przynajmniej dopóki pilnujesz żeby je szanował. A skoro szef nie patrzy, to czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal itd... Chętnie wykona polecenie, pomoże w potrzebie albo kiedy uzna, że pomoc potrzebna (skoro opierdzielasz innego psa, to chętnie po Tobie poprawi). Większość cattli to cienie właścicieli i łatwo się o nie potknąć. Jeżeli nie wiadomo gdzie są, to są za Tobą, ewentualnie obok. I większość lubi się przytulać i rozpychać na kanapie. Mu akurat jest całkiem niezależna i niedotykalska.

4. Cattle są bardzo sprawne fizycznie

fot. Leszek Krajnik
To takie 110% psa w psie. Biega to to jak szalone, całe dnie. Gotowe na każdy twój ruch przynieść zabawkę albo wziąć się za inną robotę. Skacze wysoko. Taranuje psy, ludzi, drzewa, budynki. I nie zauważa jeżeli zrobi sobie krzywdę. Nie pokaże tego. I mówię tu o poważnych uszkodzeniach ciała, urwanych pazurach albo połamanych kościach.

Świetnie znoszą niskie temperatury i słote. Co ciekawe upały wcale im nie służą. Myślałam, że może taki acd mi się trafił, ale kilkoro innych właścicieli potwierdziło - w czasie upałów mocno spada im wydolność w pracy.

5. Cattle są pewne siebie, dominujące, agresywne


Szczera prawda. Te mendy doskonale wiedzą, że są silniejsze, sprawniejsza i bardziej inteligentne ;) I wykorzystują to. Ich ma być górą. W wersji miłej po prostu stawiają na swoim, w wersji niemiłej najpierw wbijają w ziemię, a później ewentualnie zastanawiają się czy to było konieczne. Dodajcie do tego jeszcze wybuchowy charakter, niezbyt mocne nerwy i całkiem sporą masę jak na psa tej wielkości.

Ta pewność siebie ma plusy, ale trzeba lubić i wiedzieć jak żyć z takim psem. Kotlet mi ufa (trochę na to trzeba było popracować), umie komunikować się z psami, zna zasady i konsekwencje.

6. Cattle to świetni stróże

fot. Zosia Dymek
Darcie ryja pod płotem to Kotlecik bardzo lubi. W mieście, w bloku tępiłam stróżowanie. Na wsi jest to przydatne, chociaż ostatnio burek podwórzowy przesadza w tej materii. Ona akurat obszczeka i po chwili przyniesie piłkę, ale nie ma co oczekiwać, że każdy się tak zachowa. W sumie nie wierzę jej i co najmniej położę komendą na czas rozpoznawanie któż do nas przyszedł.

7. Cattle nie są szczekliwe

fot. Zosia Dymek
W pracy powinny być ciche, ALE. To pyskate pieski. Jeżeli się im pozwoli to będą chętnie gadać, marudzić, wymuszać, drzeć ryja przy płocie albo przy dużym pobudzeniu np. kot sąsiada za płotem albo przy zabawie. I potrafią wydawać z siebie ultradźwięki, które zawieszają działanie mózgu na kilka dobrych chwil. I potrafią tak szczeknąć prosto w ucho, bo by się pobawiły albo co, a gupi człowiek siedzi przy komputerze albo czyta książkę.

8. Cattle nie gubią kłaków



Chyba zdjęcia mówią wszystko ;) Gubią. Gubią cały rok. Co jakiś czas więcej ;) Jako, że kłaki są czarno-biało-rude tudzież rudo-białe są widoczne na wszystkim. Bardzo ładnie wbijają się w tapicerkę i dywan. Dodatkowym przyzwyczajcie się do piaskownicy. Wszędzie. I to sporej.

piątek, 14 lipca 2017

Recenzja karmy Idun Uniq Nordic Gold

Mu jest niejadkiem. Większość suchych karm jest mało zjadliwa, a trochę już ich próbowała ( a dokładniej ja próbowałam nakłonić futrzaka do spróbowania chociaż granulki). Efekt zwykle był taki, że pies wolał głodować, a kiedy udało mi się przemycić chrupka w smakołykach, bezczelnie wypluwa i czeka na coś zjadliwego („Ej! Ty masz POMIDORA na kanapce. DAJ!”).


Gdyby była energooszczędnym ogrzewaczem nakolankowym to nie byłby to problem. Jednak jest psem sportowym i hodowlanym, więc zależy mi na tym, żeby była w jak najlepszej kondycji. Szukając karmy, która spełnia oczekiwania moje i burka, trafiłam na karmy Uniq Nordic Gold.

SKANDYNAWSKIE CHRUPKI

Karma została stworzona w Danii przez Poula Valdemara Nielsena, trener psów myśliwskich i trzykrotnego mistrz świata „pointing dogs”. Czyli na dzień dobry dobra wiadomość – za żywienie wziął się ktoś, kto zna potrzeby psów pracujących i sportowych. Co dalej? Jak czytamy na stronie: „Postawiliśmy na regionalną produkcję nie tylko dlatego, że Skandynawia posiada wspaniałe warunki do uprawy roślin i hodowli zwierząt. Dzięki regionalnemu pochodzeniu, nasza produkcja jest niezależna i opiera się na naszych własnych ekologicznych uprawach, oraz na dostawcach, którzy są od lat naszymi przyjaciółmi. Dzięki temu zachowujemy pewność co do źródła i jakości składników karmy, którą oferujemy.” Brzmi coraz lepiej!

W swojej ofercie mają aktualnie 4 karmy suche:
Uniq Nordic Gold Freja dla szczeniaków i suk karmiących,
Uniq Nordic Gold Idun dla psów dorosłych,
Uniq Nordic Gold Sif dla psów wrażliwych,
Uniq Nordic Gold Mimer dla psów starszych i z problemami z układem ruchu.

Worki w 3 wielkościach: 0,6 kg, 3 kg i 10 kg.

Dla Kotlecika wybrałam Iduna.

POKAŻ KOTU CO MASZ W ŚRODKU
SKŁAD: Suszone mięso kurczaka i tłuszcz z kurczaka (min. 30%), jęczmień, groszek, owies, jabłka, ryby i olej rybny (min. 5%), włókna z buraka, ziemniaki, ekologiczny olej rzepakowy tłoczony na zimno (min. 3%), kryl (min. 1%), marchew, minerały, małże nowozelandzkie, ekologiczne zioła z prywatnych pól Nordic Gold: cykoria, krwawnik pospolity, tymianek, pietruszka, oregano, mięta, nasiona ostropestu plamistego, skrzyp polny

Musicie przyznać, że wygląda całkiem całkiem. Na początku suszone mięso, kawałek później widać morskie żyjątka (Mu bardzo lubi, więc miałam nadzieję, że zwiększy to jej entuzjazm). Co  bardzo ważne - brak pszenicy, kukurydzy, soi i ryżu.

Czytając dalej trafiamy na skład analityczny, a tam 26% białka i 15% tłuszczu. Czyli tak według mnie akuratnie. Nie mam przekonania do wysokobiałkowych karm, ale może to przez doświadczenia ze Szczurem, który na takowej karmie w bardzo krótkim czasie zwiększyła swoją objętość.

Pierwsze wrażenie po otworzeniu worka? Nie odrzuca zapachem ziół, mimo, że trochę ich w składzie ma. Powód zadowolenia? Kochany i jakże wybredny Kotlecik, który na sugestię ziół w karmie, nie podchodził, a wręcz odchodził od miski. Wielkość chrupek taka akurat dla małego i średniego psa, niezbyt tłusta (nie wypaskudzi jeszcze bardziej kieszeni w spacerowej kurtce).


PIERWSZE SPOTKANIE

Nie oszukujmy się, opakowania też są ważne. Tutaj niewiele mogę zarzucić. Worki z grubego, ekologicznego papieru (trochę się obawiałam, że łatwo będzie go porwać albo szybko przemięknie – nic takiego), schludny i prosty wygląd. Z jedna strony worka jest naklejka z informacjami po zagranicznemu, a po drugiej, większa  po polsku, co jest miłą odmianą od „w którym załamaniu worka producent ukrył informacje po polskiemu”. Na minus brak dawkowania. Producent odsyła na swoją stronę (nomen omen też bardzo ładną). Po sprawdzeniu okazało się, że 18 kg Kotlecik powinien dostawać 250g. Wydaje mi się, że to całkiem sporo, zwłaszcza, że duży worek ma 10 kg.

                      
A CO NA TO TESTER?

O dziwo tester nie marudził bardzo. Przyzwyczajona do ciągłego grymaszenia (to że karma była dobra przez kilka dni, nie znaczy, że po tygodniu dalej będzie jadalna; wyprzedzając komentarze – zwierz rzadko ma dosmaczane jedzenie, jeżeli nie zje – nie dostaje lepszego) wręcz ze zdziwieniem obserwuję jak bez większych problemów je tą karmę. 10 kg zjedzone, przerwa na inną, mniej jadalną i teraz wraca do Iduna.

 Przed tą karmą jadła zwykłego Markus – Muhle, ale mniej więcej w połowie drugiego worka zaczęło być widać, że czegoś jej w tej karmie brakowało. Krótka znajomość z BARFem (pokonały mnie względy logistyczne, czyt. zamrażalka pojemności pudełka lodów + plus burek bardzo szybko się męczył) i Idun. I bardzo na tej karmie odżyła. Żadnych sensacji żołądkowych, piękna sierść, olbrzymia poprawa stanu pazurów, w końcu zaczęła nabierać masy i mieć znowu energii i wytrzymałości za troje.

PODSUMOWUJĄC   

U Kotleta sprawdza się świetnie i na chwile obecną nie mam jej dużo do zarzucenia. Niestety domyślam się, że cena dla części osób będzie sporym minusem: za 0,6 kg trzeba zapłacić 23,99 zł, za 3 kg – 69 zł, a za 10 kg – 199 zł. Z drugie strony otrzymujemy świetną holistyczną karmę, bez konserwantów, GMO i sztucznych barwników, przy produkcji której wspiera się rodzimych producentów i ekologiczne podejście.

Także według mnie karma warta polecenia.

sobota, 1 lipca 2017

Dlaczego NIE chcesz cattle doga

Temat na czasie, a i całkiem niezły na początek prowadzenia bloga.

Cattle nie są w Polsce popularne. I bardzo dobrze. Moda żadnej rasie nie zrobiła dobrze. I to niezależnie czy mówimy o hodowaniu na futro czy do sportu. Z cattlami jest jeszcze ten problem, że mało kto wierzy w opowieści hodowców i właścicieli. Przecież każda rasa jest "trudna, wymagająca i tylko dla doświadczonych osób". No właśnie... Tym razem te opowieści to prawda.

fot. Dorota Majcher
Master class z Ksenią Raykovą, Akademia Nikona

Średniej wielkości, nie wyróżniającej się acz mocnej budowy pies, z niecodziennym umaszczeniem. Inteligentny, sprawny, pewny siebie, oddany i lojalny. Brzmi jak pies idealny. Bo skoro inteligentny, to łatwy w szkoleniu, a może nawet bez szkolenia się uda. Sam się nauczy. Skoro sprawny, to zdrowy. I na spacer do parku i do lasu. Może pobiega przy rowerze? Skoro pewny siebie, to nie jak popierdółka sąsiadki, która boi się własnego cienia. Oddany i lojalny, czy obroni człowieka i dom, a na spacerach będzie się grzecznie snuł przy nogach. W sumie to prawda, ale... Zawsze jest jakieś ale ;)
 
fot. Beata Patrzałek

Cattle są bardzo inteligentne, a co za tym idzie szybko się uczą. Tylko niekoniecznie tego co trzeba i w taki sposób, w jaki można by oczekiwać. Kombinują, planują, a do tego się uparte. Jak to to wbije sobie coś do głowy, albo plan własnego autorstwa okaże się skuteczny, to może być sporo zabawy przy odkręcaniu. One po prostu czasem wiedzą jak coś, według nich, ma być lepiej zrobione. I pyskują. Niekoniecznie szczekając (to też lubią robić; wydają dźwięki jak wściekła chihuahua), ale potrafią całą swoją psią osobą pokazać, że mają inne zdanie. I chętnie podyskutują na ten temat. Potrafią też świetnie pokazywać co w danej chwili chcą np. szturchną nosem (często używają tego do komunikowania się) człowieka, smycz i drzwi, albo grzecznie zaprowadzą do szafy pod którą od 2 tygodni leży piłka na którą akurat teraz mają ochotę.

To są psy stworzone do trudnej roboty w ciężkich warunkach. Lubią jasno postawione granice. Co nie znaczy, że tych granic nie sprawdzają. Sprawdzają cały czas. I wyłapią każdą lukę. I wykorzystają. A skoro tu coś można ugrać, to spróbują gdzieś indziej. I mowa tu nawet o takim „drobiazgu” jak pozwolenie na ciągnięcie gościa na smyczy, albo nieoddawaniu od razu piłki.
 
fot. Beata Patrzałek

Powinny być bardzo pewne siebie, swojej inteligencji i sprawności fizycznej. One po prostu wiedzą, że są lepsze ;) Bardzo chętnie podzielą się tą wiedzą z większością napotkanych psów, a zwłaszcza tych, które nie uszanują ich przestrzeni osobistej. Wgniatanie piesków w ziemię bardzo szybko opanowują. Co ciekawe, hodowcy i właściciele mówią, wcale nie gryzą się skutecznie. Częściej robią szopkę, warkoty, latające futro i żadnych poważniejszych obrażeń.

Mimo nie za dużych rozmiarów, to naprawdę silne psy. Do tego mają wdzięk czołgu w składzie porcelany. Słonie mają więcej gracji… Biega, skacze, szaleje. Mu kiedyś trafiła przypadkiem w stodołę biegnąc za piłką… Nagle wyrosła jej na drodze… Staranowanie człowieka albo innego psa na drodze do piłki – standard. Często trzeba myśleć za nie. Fizycznie są w stanie wiele znieść, świetnie radzą sobie z bólem i można nawet nie zauważyć, że pies ma poważnie pociętą łapę, albo złamaną kość. Przecież jest robota do zrobienia! Od początku trzeba bydełko uczyć, że jest czas na robotę i jest czas na odpoczynek. I ten odpoczynek trwa, aż się zawoła pieska do roboty. Jak trzeba to poleżą (bardzo chętnie zresztą) na kanapie, śpiąc kołami do góry. Nawet całkiem długo.
 
fot. Beata Patrzałek
Co jeszcze można o nich powiedzieć? Są uparte i zawzięte. Przy robocie, do której zostały stworzone, musiały takie być. Ale nie myślcie, że w czasie szkolenia będą chętnie raz za razem wykonywać te same polecenia. Ileż można. Po kilku powtórkach zaczynają się pojawiać wykonania autorskie. I trudno je później wyplenić. Dodajmy jeszcze, że są niezależne. I zdecydowanie szalone. A najgorsze jest to, że wiedzą co zrobić, żeby im się małe przewinienia upiekły. Siądzie taki stwór przed człowiekiem i zacznie się uśmiechać. Albo po spsoceniu czegoś przyleci cały w skowronka z zacieszem na mordzie od ucha do ucha i pewnością, że właściciel prędzej parsknie śmiechem niż opierdzieli. Ciężko opierdzielać takiego głupka tłumiąc śmiech ;)

Jeżeli zmusisz acd do zrobienia czego, to to pewnie zrobi, ale bez tej iskry w oku, bez energii i entuzjazmu. A potem zrobi po swojemu ;) Z cattlem trzeba się zaprzyjaźnić, zaakceptować i dopiero wtedy zyskasz świetnego psa do roboty. Ale nie mylmy pracy ze sportem. Do pracy to pies świetny. Wszechstronny, wytrzymały, dobrze prowadzony – prawa ręka szefa, przydupas. W sporcie przeszkadza trochę jego niezależna, szalona natura i poczucie humoru.
 
fot. Beata Patrzałek
Idealnie podsumowała cattlową naturę Jadwiga Chodżeń z hodowli Astra Canina:
„ACD to pies, który jest bardzo wymagający. Potrzebuje zdecydowanego, pewnego siebie i konsekwentnego przewodnika. Jest inteligentny i samodzielny, lubi dbać o swoje dobre samopoczucie. Trzeba się dobrze wykreować na autorytet. Jeśli zostawimy cattla w ogrodzie, to będzie się nudził; wykopie krzewy, poogryza drzewa i meble. Przy płocie będzie ciągle monitorował i szczekał na wszystko. A, że jest odporny na bodźce, trudno go będzie od tego oduczyć. Dzieci też często traktuje przedmiotowo; jako podajnik do karmy, albo wyrzutnię piłek. Potrafi dzieciaka podszczypywać lub szczekać, żeby wymusić to czego chce.

Wychowując cattle doga trzeba dobrać pozytywne środki i zachętę, atrakcyjne wzmocnienie, ale nie cofnąć się przed awersją. To pies stworzony do pracy z dzikim bydłem więc nie bawi się w subtelności. Ma błyskawiczny refleks, jest dynamiczny i silny, te same cechy trzeba wyćwiczyć również u siebie. W przeciwnym razie będzie traktował swoich ludzi jak inwentarz, którym trzeba się opiekować. A ACD, jako opiekun, jest wymagający i szorstki.

Jeśli chodzi o aktywność, jest nie do zdarcia. Dla tego trzeba bardzo uważać, żeby, jako młody pies, nie zrobił sobie krzywdy biegając, skacząc czy pływając, bez umiaru. Zwykle nie odmówi następnego spaceru, czy wycieczki przy rowerze. Dla długo rosnącego psa może się to zakończyć zwyrodnieniami stawów, nadwichnięciami itd. Ale mniej więcej 1,5-2 letni jest już niezniszczalny. Jeśli każde z Państwa będzie chciało uprawiać jakieś swoje aktywności, jeden ACD zaspokoi te potrzeby z nawiązką."

Na koniec lektury:
·         mój ulubiony tekst nt cattli http://www.dogplay.com/LaughingDogPress/ACD_1.html
·         strona hodowli Mu http://www.bugari.com.pl/
·         strona najstarszej hodowli cattli w Polsce http://www.astracanina.com/dlakupujacychacd.htm