piątek, 14 lipca 2017

Recenzja karmy Idun Uniq Nordic Gold

Mu jest niejadkiem. Większość suchych karm jest mało zjadliwa, a trochę już ich próbowała ( a dokładniej ja próbowałam nakłonić futrzaka do spróbowania chociaż granulki). Efekt zwykle był taki, że pies wolał głodować, a kiedy udało mi się przemycić chrupka w smakołykach, bezczelnie wypluwa i czeka na coś zjadliwego („Ej! Ty masz POMIDORA na kanapce. DAJ!”).


Gdyby była energooszczędnym ogrzewaczem nakolankowym to nie byłby to problem. Jednak jest psem sportowym i hodowlanym, więc zależy mi na tym, żeby była w jak najlepszej kondycji. Szukając karmy, która spełnia oczekiwania moje i burka, trafiłam na karmy Uniq Nordic Gold.

SKANDYNAWSKIE CHRUPKI

Karma została stworzona w Danii przez Poula Valdemara Nielsena, trener psów myśliwskich i trzykrotnego mistrz świata „pointing dogs”. Czyli na dzień dobry dobra wiadomość – za żywienie wziął się ktoś, kto zna potrzeby psów pracujących i sportowych. Co dalej? Jak czytamy na stronie: „Postawiliśmy na regionalną produkcję nie tylko dlatego, że Skandynawia posiada wspaniałe warunki do uprawy roślin i hodowli zwierząt. Dzięki regionalnemu pochodzeniu, nasza produkcja jest niezależna i opiera się na naszych własnych ekologicznych uprawach, oraz na dostawcach, którzy są od lat naszymi przyjaciółmi. Dzięki temu zachowujemy pewność co do źródła i jakości składników karmy, którą oferujemy.” Brzmi coraz lepiej!

W swojej ofercie mają aktualnie 4 karmy suche:
Uniq Nordic Gold Freja dla szczeniaków i suk karmiących,
Uniq Nordic Gold Idun dla psów dorosłych,
Uniq Nordic Gold Sif dla psów wrażliwych,
Uniq Nordic Gold Mimer dla psów starszych i z problemami z układem ruchu.

Worki w 3 wielkościach: 0,6 kg, 3 kg i 10 kg.

Dla Kotlecika wybrałam Iduna.

POKAŻ KOTU CO MASZ W ŚRODKU
SKŁAD: Suszone mięso kurczaka i tłuszcz z kurczaka (min. 30%), jęczmień, groszek, owies, jabłka, ryby i olej rybny (min. 5%), włókna z buraka, ziemniaki, ekologiczny olej rzepakowy tłoczony na zimno (min. 3%), kryl (min. 1%), marchew, minerały, małże nowozelandzkie, ekologiczne zioła z prywatnych pól Nordic Gold: cykoria, krwawnik pospolity, tymianek, pietruszka, oregano, mięta, nasiona ostropestu plamistego, skrzyp polny

Musicie przyznać, że wygląda całkiem całkiem. Na początku suszone mięso, kawałek później widać morskie żyjątka (Mu bardzo lubi, więc miałam nadzieję, że zwiększy to jej entuzjazm). Co  bardzo ważne - brak pszenicy, kukurydzy, soi i ryżu.

Czytając dalej trafiamy na skład analityczny, a tam 26% białka i 15% tłuszczu. Czyli tak według mnie akuratnie. Nie mam przekonania do wysokobiałkowych karm, ale może to przez doświadczenia ze Szczurem, który na takowej karmie w bardzo krótkim czasie zwiększyła swoją objętość.

Pierwsze wrażenie po otworzeniu worka? Nie odrzuca zapachem ziół, mimo, że trochę ich w składzie ma. Powód zadowolenia? Kochany i jakże wybredny Kotlecik, który na sugestię ziół w karmie, nie podchodził, a wręcz odchodził od miski. Wielkość chrupek taka akurat dla małego i średniego psa, niezbyt tłusta (nie wypaskudzi jeszcze bardziej kieszeni w spacerowej kurtce).


PIERWSZE SPOTKANIE

Nie oszukujmy się, opakowania też są ważne. Tutaj niewiele mogę zarzucić. Worki z grubego, ekologicznego papieru (trochę się obawiałam, że łatwo będzie go porwać albo szybko przemięknie – nic takiego), schludny i prosty wygląd. Z jedna strony worka jest naklejka z informacjami po zagranicznemu, a po drugiej, większa  po polsku, co jest miłą odmianą od „w którym załamaniu worka producent ukrył informacje po polskiemu”. Na minus brak dawkowania. Producent odsyła na swoją stronę (nomen omen też bardzo ładną). Po sprawdzeniu okazało się, że 18 kg Kotlecik powinien dostawać 250g. Wydaje mi się, że to całkiem sporo, zwłaszcza, że duży worek ma 10 kg.

                      
A CO NA TO TESTER?

O dziwo tester nie marudził bardzo. Przyzwyczajona do ciągłego grymaszenia (to że karma była dobra przez kilka dni, nie znaczy, że po tygodniu dalej będzie jadalna; wyprzedzając komentarze – zwierz rzadko ma dosmaczane jedzenie, jeżeli nie zje – nie dostaje lepszego) wręcz ze zdziwieniem obserwuję jak bez większych problemów je tą karmę. 10 kg zjedzone, przerwa na inną, mniej jadalną i teraz wraca do Iduna.

 Przed tą karmą jadła zwykłego Markus – Muhle, ale mniej więcej w połowie drugiego worka zaczęło być widać, że czegoś jej w tej karmie brakowało. Krótka znajomość z BARFem (pokonały mnie względy logistyczne, czyt. zamrażalka pojemności pudełka lodów + plus burek bardzo szybko się męczył) i Idun. I bardzo na tej karmie odżyła. Żadnych sensacji żołądkowych, piękna sierść, olbrzymia poprawa stanu pazurów, w końcu zaczęła nabierać masy i mieć znowu energii i wytrzymałości za troje.

PODSUMOWUJĄC   

U Kotleta sprawdza się świetnie i na chwile obecną nie mam jej dużo do zarzucenia. Niestety domyślam się, że cena dla części osób będzie sporym minusem: za 0,6 kg trzeba zapłacić 23,99 zł, za 3 kg – 69 zł, a za 10 kg – 199 zł. Z drugie strony otrzymujemy świetną holistyczną karmę, bez konserwantów, GMO i sztucznych barwników, przy produkcji której wspiera się rodzimych producentów i ekologiczne podejście.

Także według mnie karma warta polecenia.

sobota, 1 lipca 2017

Dlaczego NIE chcesz cattle doga

Temat na czasie, a i całkiem niezły na początek prowadzenia bloga.

Cattle nie są w Polsce popularne. I bardzo dobrze. Moda żadnej rasie nie zrobiła dobrze. I to niezależnie czy mówimy o hodowaniu na futro czy do sportu. Z cattlami jest jeszcze ten problem, że mało kto wierzy w opowieści hodowców i właścicieli. Przecież każda rasa jest "trudna, wymagająca i tylko dla doświadczonych osób". No właśnie... Tym razem te opowieści to prawda.

fot. Dorota Majcher
Master class z Ksenią Raykovą, Akademia Nikona

Średniej wielkości, nie wyróżniającej się acz mocnej budowy pies, z niecodziennym umaszczeniem. Inteligentny, sprawny, pewny siebie, oddany i lojalny. Brzmi jak pies idealny. Bo skoro inteligentny, to łatwy w szkoleniu, a może nawet bez szkolenia się uda. Sam się nauczy. Skoro sprawny, to zdrowy. I na spacer do parku i do lasu. Może pobiega przy rowerze? Skoro pewny siebie, to nie jak popierdółka sąsiadki, która boi się własnego cienia. Oddany i lojalny, czy obroni człowieka i dom, a na spacerach będzie się grzecznie snuł przy nogach. W sumie to prawda, ale... Zawsze jest jakieś ale ;)
 
fot. Beata Patrzałek

Cattle są bardzo inteligentne, a co za tym idzie szybko się uczą. Tylko niekoniecznie tego co trzeba i w taki sposób, w jaki można by oczekiwać. Kombinują, planują, a do tego się uparte. Jak to to wbije sobie coś do głowy, albo plan własnego autorstwa okaże się skuteczny, to może być sporo zabawy przy odkręcaniu. One po prostu czasem wiedzą jak coś, według nich, ma być lepiej zrobione. I pyskują. Niekoniecznie szczekając (to też lubią robić; wydają dźwięki jak wściekła chihuahua), ale potrafią całą swoją psią osobą pokazać, że mają inne zdanie. I chętnie podyskutują na ten temat. Potrafią też świetnie pokazywać co w danej chwili chcą np. szturchną nosem (często używają tego do komunikowania się) człowieka, smycz i drzwi, albo grzecznie zaprowadzą do szafy pod którą od 2 tygodni leży piłka na którą akurat teraz mają ochotę.

To są psy stworzone do trudnej roboty w ciężkich warunkach. Lubią jasno postawione granice. Co nie znaczy, że tych granic nie sprawdzają. Sprawdzają cały czas. I wyłapią każdą lukę. I wykorzystają. A skoro tu coś można ugrać, to spróbują gdzieś indziej. I mowa tu nawet o takim „drobiazgu” jak pozwolenie na ciągnięcie gościa na smyczy, albo nieoddawaniu od razu piłki.
 
fot. Beata Patrzałek

Powinny być bardzo pewne siebie, swojej inteligencji i sprawności fizycznej. One po prostu wiedzą, że są lepsze ;) Bardzo chętnie podzielą się tą wiedzą z większością napotkanych psów, a zwłaszcza tych, które nie uszanują ich przestrzeni osobistej. Wgniatanie piesków w ziemię bardzo szybko opanowują. Co ciekawe, hodowcy i właściciele mówią, wcale nie gryzą się skutecznie. Częściej robią szopkę, warkoty, latające futro i żadnych poważniejszych obrażeń.

Mimo nie za dużych rozmiarów, to naprawdę silne psy. Do tego mają wdzięk czołgu w składzie porcelany. Słonie mają więcej gracji… Biega, skacze, szaleje. Mu kiedyś trafiła przypadkiem w stodołę biegnąc za piłką… Nagle wyrosła jej na drodze… Staranowanie człowieka albo innego psa na drodze do piłki – standard. Często trzeba myśleć za nie. Fizycznie są w stanie wiele znieść, świetnie radzą sobie z bólem i można nawet nie zauważyć, że pies ma poważnie pociętą łapę, albo złamaną kość. Przecież jest robota do zrobienia! Od początku trzeba bydełko uczyć, że jest czas na robotę i jest czas na odpoczynek. I ten odpoczynek trwa, aż się zawoła pieska do roboty. Jak trzeba to poleżą (bardzo chętnie zresztą) na kanapie, śpiąc kołami do góry. Nawet całkiem długo.
 
fot. Beata Patrzałek
Co jeszcze można o nich powiedzieć? Są uparte i zawzięte. Przy robocie, do której zostały stworzone, musiały takie być. Ale nie myślcie, że w czasie szkolenia będą chętnie raz za razem wykonywać te same polecenia. Ileż można. Po kilku powtórkach zaczynają się pojawiać wykonania autorskie. I trudno je później wyplenić. Dodajmy jeszcze, że są niezależne. I zdecydowanie szalone. A najgorsze jest to, że wiedzą co zrobić, żeby im się małe przewinienia upiekły. Siądzie taki stwór przed człowiekiem i zacznie się uśmiechać. Albo po spsoceniu czegoś przyleci cały w skowronka z zacieszem na mordzie od ucha do ucha i pewnością, że właściciel prędzej parsknie śmiechem niż opierdzieli. Ciężko opierdzielać takiego głupka tłumiąc śmiech ;)

Jeżeli zmusisz acd do zrobienia czego, to to pewnie zrobi, ale bez tej iskry w oku, bez energii i entuzjazmu. A potem zrobi po swojemu ;) Z cattlem trzeba się zaprzyjaźnić, zaakceptować i dopiero wtedy zyskasz świetnego psa do roboty. Ale nie mylmy pracy ze sportem. Do pracy to pies świetny. Wszechstronny, wytrzymały, dobrze prowadzony – prawa ręka szefa, przydupas. W sporcie przeszkadza trochę jego niezależna, szalona natura i poczucie humoru.
 
fot. Beata Patrzałek
Idealnie podsumowała cattlową naturę Jadwiga Chodżeń z hodowli Astra Canina:
„ACD to pies, który jest bardzo wymagający. Potrzebuje zdecydowanego, pewnego siebie i konsekwentnego przewodnika. Jest inteligentny i samodzielny, lubi dbać o swoje dobre samopoczucie. Trzeba się dobrze wykreować na autorytet. Jeśli zostawimy cattla w ogrodzie, to będzie się nudził; wykopie krzewy, poogryza drzewa i meble. Przy płocie będzie ciągle monitorował i szczekał na wszystko. A, że jest odporny na bodźce, trudno go będzie od tego oduczyć. Dzieci też często traktuje przedmiotowo; jako podajnik do karmy, albo wyrzutnię piłek. Potrafi dzieciaka podszczypywać lub szczekać, żeby wymusić to czego chce.

Wychowując cattle doga trzeba dobrać pozytywne środki i zachętę, atrakcyjne wzmocnienie, ale nie cofnąć się przed awersją. To pies stworzony do pracy z dzikim bydłem więc nie bawi się w subtelności. Ma błyskawiczny refleks, jest dynamiczny i silny, te same cechy trzeba wyćwiczyć również u siebie. W przeciwnym razie będzie traktował swoich ludzi jak inwentarz, którym trzeba się opiekować. A ACD, jako opiekun, jest wymagający i szorstki.

Jeśli chodzi o aktywność, jest nie do zdarcia. Dla tego trzeba bardzo uważać, żeby, jako młody pies, nie zrobił sobie krzywdy biegając, skacząc czy pływając, bez umiaru. Zwykle nie odmówi następnego spaceru, czy wycieczki przy rowerze. Dla długo rosnącego psa może się to zakończyć zwyrodnieniami stawów, nadwichnięciami itd. Ale mniej więcej 1,5-2 letni jest już niezniszczalny. Jeśli każde z Państwa będzie chciało uprawiać jakieś swoje aktywności, jeden ACD zaspokoi te potrzeby z nawiązką."

Na koniec lektury:
·         mój ulubiony tekst nt cattli http://www.dogplay.com/LaughingDogPress/ACD_1.html
·         strona hodowli Mu http://www.bugari.com.pl/
·         strona najstarszej hodowli cattli w Polsce http://www.astracanina.com/dlakupujacychacd.htm