niedziela, 27 sierpnia 2017

Jak naprawiono popsutego pieska

Moja przyjaciółka psuje pieski. Popatrzy, pomaca i bęc - oświadcza, że piesek ma popsute to i to. Na szczęście później pieski naprawia.

fot. Beata Patrzałek
Koletcik też się załapał na oględziny. Nie dlatego, że zaczęła się dziwnie ruszać czy coś. Była okazja, to skorzystałam. Mu oczywiście nic nie chciała pokazać. Przecież póki może biegać za piłką i gonić koty, to nic się nie dzieje. W sumie nawet jakby miała do tego dopełznąć po urwaniu łapek, to pewnie też by nic nie pokazała... Jednak przegrała w starciu z okiem i ręką przyjaciółki.

fot. Leszek Krajnik
Diagnoza?
- Pospinane mięśnie grzbietu,
- Awaria lewej tylnej łapy, spowodowana przez:
- Zrost w przedniej prawej łapie.

Grzbiet był dość oczywisty. Trudno nie zauważyć garba na plecach ;) Tylna łapa też, chociaż nie było dużej różnicy w pracy w porównaniu z prawą łapą. Za to przednia nie była już tak oczywista. Przyjaciółka powiedziała, że Kotlecik bardzo nie chciał pokazać, że tam jest coś nie tak. Zdradziło ją drganie wargi ;)


Skoro popsuła pieska, to wzięła się za jego naprawianie. Dostałyśmy listę rzeczy zakazanych (bieganie, skakanie, nagłe zrywy ;)) + masaże.

Efekt?
- Dużo lepsza linia górna,
- Lepszy ruch,
- NIESAMOWITA różnica w zachowaniu.



O ile różnica w ruchu (lżejszy i ładniejszy) i postawie (w końcu nie trzeba się namęczyć, żeby ją ładnie ustawić) była łatwa do przewidzenia, o tyle w zachowaniu nie spodziewałam się, aż takich zmian. Kotlet zaczął chętniej bawić się ze szczeniakami, jeszcze częściej ma zaciesz na ryju, ale mnie najbardziej cieszy, że zaczęła się przytulać. Wcześniej rzadko przychodziła tak po prostu na mizianie. Teraz codziennie :) Nawet spała w łóżku, ale o tym ciiii. Chłopak ma się nie dowiedzieć ;)


Wnioski są proste. Jeżeli mamy podejrzenie, że coś jest nie tak, to idziemy do specjalisty. Urazy u Mu najpewniej powstały przez jej szalone podejście do życia i moje niedopilnowanie. W jakiś sposób pokazywała, że coś jest nie tak, ale uznawałam, że ten typ tak ma i dużo się z tym nie zrobi. Teraz na pewno będę bardziej pilnować rozgrzewek przed treningami. Już zostały skorygowane przez przyjaciółkę :) Gdybyście chcieli na nią namiary - piszcie :)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Wyprawka dla szczeniaczka

Kotlecie maluchy rozjeżdżają się do domów. Tino, czyli ENTENTINO Bugari, zostaje ze mną :)

fot. Ewa Osuch
Między sprzątaniem szczeniaczkowych kup, byciem przez nie gryzionym i rozpływaniem się nad ich słodkością, był czas na rozmowy z hodowczynią potworków i ich przyszłymi włascicielami. Lubię psie gadżety i mam bardzo dużo różnych psich zabawek i przydasiów ( oczywiście niezbędnych do szkolenia i hotelowania psów ;)). W związku z tym moja wyprawka ograniczyła się do jednej zabawki i adresówki. Siłą woli i rozsądkiem lubego mego powstrzymuję się od powiększenia tego ;)

Jeszcze kłapouchy Tinek
fot. Zuzanna Zajbt
A co takiego chciałabym mieć w szczeniaczkowej wyprawce?

Pierwsze zdjęcie Kotleta u mnie :)
  1. Śliczna obróżka - taka z której szybko wyrośnie albo szybko zniszczy ;) Koniec końców i tak pewnie wyląduje z mocną i trudną do zniszczenia obrożą dla bullowatych albo w twarzowym łańcuchu.
  2. Śliczne szeleczki - nie jestem fanką szelek, ale wiem że przydadzą się i w czasie nauki dobrych manier i w czasie szkolenia.
  3. Smycz - zwykła, najzwyklejsza, taka, której nie będzie szkoda puścić za szczeniaczkiem po ziemi albo przeznaczyć na szarpak w ramach nagrody.
  4. Linka - 5 m i/lub 10 m. Na razie bączki chętnie i grzecznie podążają za ludźmi, ale ten piękny czas kiedyś się niestety może skończyć. W dorosłym życiu też się przydaje.
  5. Adresówka - chyba nie trzeba tłumaczyć ;) 
  6. Klatka - rzecz bez której nie wyobrażam sobie życia z psem. Cudowny wynalazek, bezpieczne miejsce dla psa, w którym może odpocząć o wszystkiego, a do tego można je zabrać na wyjazdy, seminaria, pokazy czy wystawy.
  7. Drybed - niezbędne wyposażenie klatki. Ładne, wygodne, przepuszczające płyny pod spód.
  8. Podkłady - pod drybed w klatce, w mieszkaniu pomagają, ale mogą być też wygodnym legowiskiem ;)
  9. Szampon - wierzę w papisiowe zdolności do włażenie tam gdzie ich być nie powinno. 
  10. Miękki szarpak - taki zwykły, polarowy. Na początek do nauki wspólnej zabawy, upierdzielenia w piachu i pożarcia przez szczeniaczka. Przyjdzie czas na wypasione, naturalne albo tęczowe ;)
  11. 2 takie same piłki na sznurku - jw. do nauki wspólnej zabawy i aportowania. Ja stawiam na zwykłe piłki na zwykłej taśmie/sznurku, bez dodatkowych futerek albo amortyzatorów. Niech od razu uczy się żeby celować w piłkę.
  12. Kong - i do zajęcia w klatce i do urozmaicenia czasu papisia i do urozmaicenia karmienia 
  13. Pluszki z lumpeksu
  14. Saszetka
  15. Kliker
  16. Śmierdziele
Bączki prawie w komplecie
fot. Hanna Grel
Nie oszukujmy się, po za tym będzie jeszcze stos innych zabawek wypatrzonych w internetach, na bazarkach i w sklepach (polecam TKMaxx). Reszta "niezbędnych" rzeczy jakoś sama pojawia się z czasem ;)
Tinuś po swoim pierwszy "poszukiwaniu" pozoranta
fot. Hanna Grel

wtorek, 8 sierpnia 2017

Dlaczego NIE chcesz cattle doga cz.2

Sporo osób zarzuciło, że poprzedni tekst przedstawił cattle w zbyt dobrym świetle. W związku z tym drugie podejście do tematu: mieszanka mądrości z internetów, zasłyszanych gdzieś dziwnych stwierdzeń i rozwinięcia opisów rasy. Pamiętajcie, że piszę na podstawie własnego, dorosłego cattla sztuk 1, znajomych psów i doświadczenia w pracy z innymi rasami.


1. Cattle są bardzo inteligentne i podatne na szkolenie


Inteligentne są na pewno. Bardzo dobrze robią sobie dobrze ;) Są interesowne i dbają o własne futro. Zrobią tak żeby się nie narobić. Po za tym planują i lubią samodzielnie rozwiązywać postawione przed nimi zadania. Co nie koniecznie oznacza, że wykonają zadania tak jak się tego spodziewacie albo oczekujecie. W związku z tym nie są też najprostsze w szkoleniu. Uczą się całkiem szybko i chętnie, ale jak się na coś uprą, to koniec. Żeby wydobyć z nich 100 % trzeba się czasem trochę nagłówkować. Dla mnie cudowne w nich jest to, że świetnie znoszą presję i na prawdę trudno je zgasić.

2. Cattle to świetne psy do pracy


Do pracy są świetne. Wszechstronne, wytrzymałe, samodzielnie myślące. Ale praca nie zawsze jest jednoznaczna ze sportem. Sport wymaga dokładności i powtarzalności. Z tym jednak miewają problem. Jak sobie coś wymyślą, to czasem zajmuje sporo czasu, aż uda im się wytłumaczyć, że ich sposób nie jest najlepszy. Sporo osób mówi, że cattle nie lubią powtórek. Mu nie ma z tym problemów. Jeżeli mam zabawki, to będzie robić.

3. Cattle to prawa ręka szefa i przydupas


Jeżeli jesteś szefem w tym duecie, to cattełek zwykle uszanuje Twoje zdanie. Przynajmniej dopóki pilnujesz żeby je szanował. A skoro szef nie patrzy, to czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal itd... Chętnie wykona polecenie, pomoże w potrzebie albo kiedy uzna, że pomoc potrzebna (skoro opierdzielasz innego psa, to chętnie po Tobie poprawi). Większość cattli to cienie właścicieli i łatwo się o nie potknąć. Jeżeli nie wiadomo gdzie są, to są za Tobą, ewentualnie obok. I większość lubi się przytulać i rozpychać na kanapie. Mu akurat jest całkiem niezależna i niedotykalska.

4. Cattle są bardzo sprawne fizycznie

fot. Leszek Krajnik
To takie 110% psa w psie. Biega to to jak szalone, całe dnie. Gotowe na każdy twój ruch przynieść zabawkę albo wziąć się za inną robotę. Skacze wysoko. Taranuje psy, ludzi, drzewa, budynki. I nie zauważa jeżeli zrobi sobie krzywdę. Nie pokaże tego. I mówię tu o poważnych uszkodzeniach ciała, urwanych pazurach albo połamanych kościach.

Świetnie znoszą niskie temperatury i słote. Co ciekawe upały wcale im nie służą. Myślałam, że może taki acd mi się trafił, ale kilkoro innych właścicieli potwierdziło - w czasie upałów mocno spada im wydolność w pracy.

5. Cattle są pewne siebie, dominujące, agresywne


Szczera prawda. Te mendy doskonale wiedzą, że są silniejsze, sprawniejsza i bardziej inteligentne ;) I wykorzystują to. Ich ma być górą. W wersji miłej po prostu stawiają na swoim, w wersji niemiłej najpierw wbijają w ziemię, a później ewentualnie zastanawiają się czy to było konieczne. Dodajcie do tego jeszcze wybuchowy charakter, niezbyt mocne nerwy i całkiem sporą masę jak na psa tej wielkości.

Ta pewność siebie ma plusy, ale trzeba lubić i wiedzieć jak żyć z takim psem. Kotlet mi ufa (trochę na to trzeba było popracować), umie komunikować się z psami, zna zasady i konsekwencje.

6. Cattle to świetni stróże

fot. Zosia Dymek
Darcie ryja pod płotem to Kotlecik bardzo lubi. W mieście, w bloku tępiłam stróżowanie. Na wsi jest to przydatne, chociaż ostatnio burek podwórzowy przesadza w tej materii. Ona akurat obszczeka i po chwili przyniesie piłkę, ale nie ma co oczekiwać, że każdy się tak zachowa. W sumie nie wierzę jej i co najmniej położę komendą na czas rozpoznawanie któż do nas przyszedł.

7. Cattle nie są szczekliwe

fot. Zosia Dymek
W pracy powinny być ciche, ALE. To pyskate pieski. Jeżeli się im pozwoli to będą chętnie gadać, marudzić, wymuszać, drzeć ryja przy płocie albo przy dużym pobudzeniu np. kot sąsiada za płotem albo przy zabawie. I potrafią wydawać z siebie ultradźwięki, które zawieszają działanie mózgu na kilka dobrych chwil. I potrafią tak szczeknąć prosto w ucho, bo by się pobawiły albo co, a gupi człowiek siedzi przy komputerze albo czyta książkę.

8. Cattle nie gubią kłaków



Chyba zdjęcia mówią wszystko ;) Gubią. Gubią cały rok. Co jakiś czas więcej ;) Jako, że kłaki są czarno-biało-rude tudzież rudo-białe są widoczne na wszystkim. Bardzo ładnie wbijają się w tapicerkę i dywan. Dodatkowym przyzwyczajcie się do piaskownicy. Wszędzie. I to sporej.